|
... z tendencją do Tej Jednej. 30tki były dwie - jedna wyjechała do Warszawy, druga do Nowego Jorku. No i tę drugą tak wciągnęło, że bywa na blogu nieczęsto.
Blog > Komentarze do wpisu
2008 czyli dwójka, dwa zera i nieskończoność
Z zaniepokojeniem przyglądam się moim zeszłorocznym postanowieniom. Nie tylko dlatego, że po raz pierwszy od wielu lat nie zrealizowałam co najmniej 90%. Nie. Raczej dlatego, że kiedy dzisiaj czytam tamtą notkę, mam nieodparte wrażenie („graniczące z pewnością” powiedzieliby erudyci ;), że byłam na jakimś haju. A w każdym razie w górnych rejonach stref euforycznych. Nie wiem teraz, bo najzwyczajniej w świecie nie pamiętam, czy ja naprawdę byłam taka przepełniona pozytywną energią, czy tylko dodawałam sobie otuchy optymistycznymi propagandowymi notkami. Trochę, muszę to przyznać, rodem z mojego marketingowego świata. Mój klimat na koniec roku jest z goła inny od tego na początku. Mam poczucie niczego. I to nie tylko z powodu postanowień, z którymi w końcu nie jest aż tak źle, biorąc pod uwagę ambitne wyzwania, jakie sobie postawiłam. Mam poczucie pustki. Totalnej. Patrzę na ten rok, patrzę wstecz i myślę – co ja takiego zrobiłam w tym roku. Dlaczego miałabym go uznać za ważny. Nie przypominam sobie. Odniosę się po kolei. Po pierwsze, faktycznie ładnie wyglądałam. Muszę to przyznać. Były w tym roku spódniczki, obcasy, był regularny fryzjer, dbanie o cerę. Tutaj się chwalę. Dałam rady. No jeszcze bez biżuterii, ale i nad tym popracujemy. Po drugie nie wróciłam do niemieckiego. Ani przez moment nie zaczęłam realizować tego postanowienia. Nie miałam ochoty. Ilekroć sobie pomyślałam, że mogłabym znowu mówić po niemiecku, robiło mi się niedobrze. Jakby to była jakaś nieświeża świąteczna ryba. Klęska. Po trzecie, nie dbałam o siebie. Łącznie z takimi akcjami jak moje zemdlenie w marcu po ciężkiej pracy w lutym. Tylko ja się doprowadziłam do tego stanu i tylko ja jestem za to odpowiedzialna. Nie zaczęłam ćwiczyć, byłam dosłownie kilka razy na basenie i saunie, ale to ciągle za mało, żeby zaliczyć to postanowienie. Porażka. Po czwarte praca. No właśnie. Nie mam poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Mam wrażenie, że to był rok bez wyzwań. Nie musiałam się z niczym zmagać, nie zrobiłam niczego odkrywczego, nie wpadłam na pomysł swojego życia. Ok., lutowy projekt był największym eventem, jaki do tej pory zorganizowałam, ale to było jednorazowe wydarzenie. W pracy, bez większych wzruszeń. A ja przecież potrzebuję adrenaliny jak nikt inny. Po piąte odpoczynek. Pełna realizacja. Autentycznie się udało. Pierwszy raz w życiu pojechałam na dwa urlopy. Bez wyrzutów sumienia i wyłącznie koncentrując się na sprawianiu sobie przyjemności. Było rewelacyjnie. Po szóste kultura. I tutaj też przyznaję sobie nagrodę. Chodziłam na koncerty, do teatru mniej, ale też, do kina, a nawet opery. Wszystko to wiecie, bo Froblog faktycznie działa i zapełnia się tekstami. Sukces. W siódmym postanowieniu pustka totalna. I tak oto kończę ten rok. Rok spokoju, dostatku, dryfowania po powierzchni wody. Wiele osób byłoby zadowolonych z takiego stanu rzeczy. Ja kończę go z większą ilością znaków zapytania niż odpowiedzi. Ze skołowaniem i zastanawianiem się, o co mi tak naprawdę w życiu chodzi. Ostatnio patrzę sobie na moje ulubione zdjęcie wakacyjne. Chłopiec z latawcem. Coraz częściej mam wizję, że mieszkam w takim białym domku nad Oceanem w Andaluzji, jakoś tam pracuję w ciągu dnia, ale głównie zajmuję się obserwowaniem plaży, Oceanu i oddychaniem. I tylko dlaczego w tej mojej wizji idealnego miejsca jestem raczej sama? Wrócę jeszcze z postanowieniami na 2009. To będzie rok bawoła. Choć przeraża mnie myśl o nim. To jednak lepiej się czuję planując … więc postanowienia będą. Może powinnam postanowić sobie, że będę bardziej pokorna i z większą wdzięcznością, a mniejszymi oczekiwaniami przyjmę, co mi przyniesie 2009? poniedziałek, 29 grudnia 2008, froasia
TrackBack
Komentarze
2008/12/30 00:41:55
Ja sądzę, że takie postanowienia na siłę są po pierwsze nieefektywne, a po drugie od razu tworzą maksymalną sytuację stresową.
Jakbym mógł coś doradzić, to zaproponowałbym minimalizację celów z absolutną koncentracją na to co jest dla Ciebie naprawdę ważne, czego naprawdę chcesz czy pragniesz. Wymuszone cele, wbrew sobie z reguły nie kończą się sukcesem. 2008/12/31 13:22:03
Nigdy nie robię żadnych podsumowań i postanowień. Będzie co ma być.
Szczęśliwego Nowego Roku! 2009/01/02 21:03:07
Fro droga - chylę czoła przed Twą szczerością wobec samej siebie... W tym roku postaw więc na spontanizm i tak zwane co ma być, niechaj będzie.
ja, jak wiesz, unikam postanowień jak ognia. mniej potem boli i mniej się człowiek czerwieni ;] |
|
A twoja chatka w Andaluzji dziwnie przypomina mi moja chatke w Grecji, biala jak snieg, nad nia blekitne niebo i wszechobecny szum morza. A ze widzisz sie tam sama? Czy nie lepiej poczekac az bedziesz pewna kogo w niej obok siebie chcesz niz wymyslac bezimiennego kogos?